Ze wszystkich 10 płyt ta najbardziej i najciekawiej zwraca się w stronę dziedzictwa polskiej muzyki ludowej. Większość muzyki JP Trio pochodzi z tradycyjnych źródeł. Jeden z utworów został zaczerpnięty z kolekcji Oskara Kolberga. Kilka kolejnych zespół przejął od starych mistrzów, takich jak Maria Siwiec, Marian Lipiec, Anna Koperkowa czy Kazimierz Meto. Ten album jest swoistą lekcją na temat ogromnej różnorodności mazurków o rozmaitych tempach i akcentach. Ale nie chodzi w nim tylko o imitowanie przeszłości. JP Trio stworzyło żywą muzykę do tańca, która jednocześnie jest zakorzeniona w tradycji. Muzycy rozszerzyli instrumentarium o flet, klarnet i trąbkę. Teraz w zespole gra pięciu stałych członków. Ich repertuar także się rozszerzył i zawiera obecnie utwory pisane do wierszy Leopolda Staffa i Rabindranatha Tagore’a. Ta płyta jest mocnym wyrażeniem wiary w siłę tradycyjnej polskiej kultury.
Simon Broughton o płycie „Po kolana w Niebie”, Folkowy Fonogram Roku 2014
(tłum. N. Janota)
http://www.polskieradio.pl/192/3441/Artykul/1128412,Folkowy-Fonogram-Roku-2013-%E2%80%93-opinie-jurorow-

Niewątpliwie najbardziej bliska brzmieniowo tradycji ludowej płyta spośród trzech wybranych przeze mnie do grona laureatów.  Trzeci album Janusz Prusowski Trio przynosi, jak i poprzednie, piękne aranżacje melodii ludowych, które artyści zbierają często u samych źródeł, od wciąż żyjących muzyków ludowych. W ich muzyce słychać staranność (szczególnie w grze Janusza na skrzypcach) w oddaniu charakteru i stylów wykonawczych muzyków Polski Centralnej.  Na płycie kilku gości, m.in.: znakomita śpiewaczka ludowa Maria Siwiec z Gałek k. Rusinowa.
Janusz Prusinowski, zarzekający się od lat że nie wykonuje muzyki folkowej, tym razem sięgnął także po teksty poetów – Tuwima, Norwida i Tagor’a. Niewątpliwie wielu fanów znajdzie nastrojowo wykonana „Moja pieśń”, dla mnie jednak najlepszą kompozycją na płycie pozostaje wspaniały i dostojny Mazurek Skarga.

Kuba Borysiak o płycie „Po kolana w Niebie”, Folkowy Fonogram Roku 2014

W ich muzyce ujęła mnie natychmiast niezwykła umiejętność zespolenia ducha i energii wiejskiej muzyki tanecznej z indywidualną, współczesną wrażliwością. (…) Wzbogacenie dźwięku Trio o instrumenty dęte drewniane i trąbkę dosłownie przenosi ich w inny wymiar muzyczny. Posłuchajcie muzyki Trio przez jakieś trzy minuty, a natychmiast uderzy was niezwykłe podobieństwo do klasycznych jazzowych improwizacji z lat 60′ i 70′.
Michal Shapiro o koncercie na targach World Music Womex, Huffington Post 2012
(tłum. J. Wiedro)
http://www.huffingtonpost.com/michal-shapiro/janusz-prusinowki-trio_b_2072912.html

Niejednokrotnie już się okazywało, że dopiero głębokie zanurzenie w przeszłość, w tradycję pozwala nam powiedzieć coś sensownego o współczesności (…). Janusz Prusinowski i jego przyjaciele przeszli tę najbardziej elementarną i fundamentalną dla folkowego muzyka drogę: naukę gry u wiejskich mistrzów. Z tą wiedzą od kilku już lat realizują swoją autorską, muzyczną wizję. Wizję – powiedzieć by można – wielce paradoksalną. Z jednej strony bowiem cały ich muzyczny język i jego gramatyka wywodzą się z ludowego wzorca, z drugiej – pozostają z nim w nieustannym, twórczym dialogu.
Tomasz Janas, Gazeta Wyborcza

Muzykanci z miasta z wiejskimi śpiewaczkami stopili się w jedno w duchu Mazurka (…), który mimo swojej egzotyki i pierwotnej prostoty staje się czymś poruszającym słuchaczy nawet z zupełnie innych kręgów estetycznych, kulturowych. To doprawdy sztuka odnaleźć tę „dzikość serca” i szczerze dodawać „skrzydeł”, choćby na flecie i szałamai. Słuchając unikatowych nagrań prof. A. Bieńkowskiego, który opatrzył ten album swoim komentarzem, można w końcu zrozumieć, że ta „Brzydota” naturszczykowskich – autentycznych korzeni może być aż piękna i urzekająca swoją dzikością i siermiężnością nie do podrobienia.
W przypadku „Mazurków” to jednak nowa jakość zrodzona z miłości i ta magia zaklęta w mozaice kamyków…

Włodzimierz Kleszcz, Polskie Radio, 2008

Mazurki, oberki, kujawiaki grane i śpiewane na płycie są oryginalnymi melodiami konkretnych skrzypków, nazywają się nawet: Lewandowskiego, Jedynaka, Metów, a jednocześnie jest to autorska wypowiedź Prusinowskiego. – Jest czas na praktykowanie u mistrza, na poznanie jego stylu i tajników gry – mówi Prusinowski, a potem się idzie na swoje i gra się tak, jak serce dyktuje, w tym fachu zawsze tak się działo. Teraz, swobodnie władając językiem wiejskich skrzypiec Prusinowski mówi o tym co w jego duszy gra. Tworzy pomost między przeszłością, a tym co tu i teraz.
Nagranie na płytę muzyki, która w istocie swej powstaje z dynamiki ciała, z tego co dzieje się między muzykantami a tańczącymi to duże wyzwanie. Fakt, że rytm na bębnie i basach grają tu świetni tancerze- Piotr Piszczatowski i Piotr Zgorzelski, bardzo pomaga. Flet drewniany i szałamaja (Michał Żak), doskonale zgrane ze skrzypcami, dodają wrażenie trójwymiarowości nagrania, przestrzeni.”

Jagna Knittel, Gazeta Wyborcza, 2008

Nie wyobrażam sobie lepiej wykonanej, z większym wdziękiem zagranej muzyki najbliższej mi geograficznie tradycji. Jest w tym i wiedza dotycząca polskiej tradycji, i swoboda utożsamiana z wiejskimi muzykantami, a zarazem doskonały warsztat. Całość jest bardzo komunikatywna – zestaw ludowych melodii i przyśpiewek (gościnnie słyszymy tu Marię Siwiec z Gałek Rusinowskich) przynosi różnorodne formy bardzo zgrabnie i z polotem ułożone w program, który przemówi do miłośników różnych stylistyk muzycznych, został też znakomicie nagrany.
Bartek Chaciński o płycie „Po kolana w Niebie”, Folkowy Fonogram Roku 2014t.

Mam do nich słabość: do ciągłego bujania skrzypiec, chropowatych dęciaków, „chodzonego” rubata basu. Tu dodatkowo jeszcze słuchamy korzennego głosu Marii Siwiec, śpiewaczki z Gałek Rusinowskich. W rodzimą tradycję zespół wkłada spontaniczność oraz nieprzewidywalność i rozsadza ją. Ta na pierwszy rzut ucha „dźwiękowa niechlujność” jest doskonale przygotowana i wyreżyserowana. Wszystko pozostaje pod pełną kontrolą. Prusinowski & Co nie tylko doskonale „weszli” w środek naszej kultury wiejskiego muzykowania, ale potrafili także zachować swoje własne brzmienie i styl. I to pozostaje ich największym atutem.
Jacek Hawryluk o płycie „Po kolana w Niebie”, Folkowy Fonogram Roku 2014

Miałem okazję przesłuchać kilka demówek, które nasz wysłannik na Womex, M.Aymonod, wybrał spośród najbardziej znaczących na expo i pilnie mi je dostarczył.
Muszę przyznać, że jestem naprawdę pod wrażeniem poziomu artystycznego muzyków uczestniczących w tej greckiej edycji World Music Expo, organizowanej przez niemiecką Piranha record… W rezultacie wydaje się, że nie ma znaczącej różnicy między czołowymi gwiazdami world music zaproszonymi do Salonik a grupami w dużej mierze nieznanymi, które wzięły udział w wydarzeniu szukając w tym środowisku uznania i, kto wie, może popularności, aby móc rozpocząć nowy sezon 2013 z jakimś dodatkowym koncertem w swojej agendzie.
Zrobimy mały przegląd grup z obszaru hiszpańsko-portugalskiego, z małym wyjątkiem dla grupy z Polski. Zacznijmy więc od polskiej grupy.
Ich płyta zaprezentowana na Womex to „Serce”. Nie jest to najnowsza płyta zespołu, ale to prawdziwe arcydzieło harmonii, w którym wyłania się wszechwładna, dramatyczna intensywność rytmów bałkańskich. Wkrótce ukaże się nowa płyta zespołu – czekamy z niecierpliwością, aby móc jej wysłuchać. Muzycy, jak można przeczytać w krótkich notkach obok, mają doświadczenie muzyczne budzące niewątpliwie szacunek i potrafią wycisnąć z instrumentów cały ich potencjał: magnetyczny strumień – używając muzycznego języka – który z nich wypływa, budzi tysiące emocji, przykuwa uwagę, zaskakuje, zwodzi i wreszcie przekonuje słuchacza, że ma on przed sobą dzieło zasadnicze wyprodukowane na terenie Polski.

Loris Böhm, Mathieu Aymonod, Lineatrad, 2012
(tłum. M. Pałynyczko-Kowalczyk) 

O płycie Serce: Muzyka, którą tworzą, zmienna, przechodząca z jednego rytmu w drugi, jest energiczna, może nawet wydawać się chropowata, jak zdjęcie o ziarnistej powierzchni – ale jej wykonanie określić można wyłącznie jako mistrzowskie; to wykonawcy obdarzeni współczesną świadomością, charakteryzujący się głębokim umiłowaniem i zrozumieniem tradycyjnej muzyki polskiej i technik jej gry.
Andrew Cronshaw, fRoots Magazine 2010
http://www.cloudvalley.com/reviews/REVPrusinowskiSerce.htm

Płyta Mazurki wprowadza nas w świat niezwykłych, rozchwianych rytmów – na trzy, ale z akcentami rozłożonymi w taki sposób, że trójdzielna miara dzieli się na cztery, pięć, czy nawet siedem. To świat mazurków z Mazowsza, równiny w centralnej Polsce, granych z wielką wprawą i uczuciem przez skrzypka Janusza Prusinowskiego, który bywa także cymbalistą. Towarzyszą mu baraban, tamburyn, transowy trzystrunowy bas Piotra Piszczatowskiego oraz nieokiełznana szałamaja i flet Michała Żaka. I nagle wyraźnie widzę bezpośredni związek między podobną metrycznie trójdzielną szwedzką polską a mazurkami, z których się ona wywodzi. To wspaniały album. Ci goście grają z tą samą wprawą, ogniem i energią, co wiejscy muzykanci, od których się uczyli. Prusinowski tak opisuje punkt zwrotny w swoim życiu: »(…) było to olśnienie: autentyczność, intensywność i swoboda, której szukałem po szerokim świecie, istniała tutaj, tuż obok – w moim języku i przynależnej mu frazie«.
Andrew Cronshaw, fRoots Magazine, 2008
http://www.cloudvalley.com/reviews/REVStNichPrusinowskiZywiolakTrebTwinkle.htm

Lubię Janusza Prusinowskiego, bo jego kolejne propozycje przypominają mi, jak przez mgłę, muzykowanie moich dziadków. Każde z nich, razem lub osobno, z kompanami z sąsiedztwa lub nie, na koniec dnia poświęcało się graniu i śpiewaniu. Ot, takiemu właśnie – prostemu, wiejskiemu, wychodzącemu z potrzeby serca. Prusinowski i jego muzykanci robią dokładnie to samo. W ich mazurkach, polkach, oberkach, wiwatach czuję pasję muzykowania, chęć powrotu do przeszłości. Trio Prusinowskiego robi wszystko, by pamięć o naszej wspólnej tradycji nie zginęła. Instrumentaliści są perfekcyjni – to prawda: grają bez pudła. Ktoś powie, że są zbyt idealni jak na wiejskich muzykantów. Ale gdyby tamci mieli dziś do dyspozycji cyfrowe magnetofony i montaże, brzmieliby identycznie.”
Jacek Hawryluk, Polskie Radio, 2008